Emocji nie krył sam podróżnik, który po zakończeniu etapu napisał krótko, ale wymownie: „Po prostu dojechałem do celu”.
Za Markiem wiele przejechanych kilometrów, wiele godzin spędzonych w „siodle” i ogromna determinacja. W trakcie swojej wyprawy regularnie dzielił się relacjami z trasy, a jego podróż śledziło wiele osób, wspierając go dobrym słowem i reakcjami w mediach społecznościowych.
– „Z całego serca na dziś dziękuję za każde słowo lub polubienie. Jeszcze raz wielkie dzięki” – przekazał Marek po dotarciu do Wiecznego Miasta.
Choć osiągnął swój główny cel, to nie oznacza końca przygody. Kolejny dzień zamierza poświęcić na dalsze zwiedzanie Rzymu, choć – jak sam przyznał – intensywna podróż dała mu się mocno we znaki. „Tak naprawdę dziś jestem dość dobrze zajechany” – napisał z humorem.
Szczegółowe podsumowanie całej wyprawy, liczba przejechanych kilometrów oraz więcej danych dotyczących trasy mają pojawić się po jego powrocie do Polski.
Markowi należą się ogromne gratulacje za wytrwałość, determinację i realizację ambitnego celu. Taka podróż to nie tylko sportowe wyzwanie, ale również dowód na to, że konsekwencja i pasja mogą zaprowadzić naprawdę daleko – aż do samego Rzymu.





























Napisz komentarz
Komentarze