Wokół planowanej inwestycji przy ulicy Wioślarskiej w Złotowie ponownie zawrzało. Publikacja prasowa, która przedstawiła wizję wyboru między „plażą a blokami”, wywołała szeroką dyskusję. Arkadiusz Janczewski – właściciel Zacisza – nie tylko odnosi się do zarzutów, ale również otwarcie mówi o tym, co nazywa jednostronną narracją i personalnym atakiem.
„To nie jest wybór: plaża albo bloki”
W artykule postawiono pytanie: plaża czy bloki. Czy mieszkańcy rzeczywiście stoją przed takim wyborem?
– Absolutnie nie. To fałszywie postawiona teza. Plaża była, jest i będzie – i ja nie mam na nią żadnego wpływu. To teren miejski, z dostępem od ulicy Wioślarskiej, tak jak do stadionu. Sugerowanie, że ktoś nagle zamknie dostęp do jeziora, to wprowadzanie ludzi w błąd.
„Zacisze nigdy nie było przy plaży”
Pojawia się przekaz, że inwestycja powstanie tuż przy plaży.
– To kolejna manipulacja. Zacisze nie leży przy plaży i nigdy nie leżało. Oddziela nas ulica, później działka prywatna i dopiero dalej znajduje się teren rekreacyjny. Główna plaża, z której korzystają mieszkańcy, jest po drugiej stronie jeziora. Każdy, kto tu przyjdzie, zobaczy to w kilka minut.
„Od dawna nikt nie pyta mnie o zdanie”
W swoich wypowiedziach podkreśla Pan, że sposób przedstawienia sprawy w mediach jest krzywdzący. Dlaczego?
– Bo od dłuższego czasu nikt z tej redakcji nie przychodzi, nie pyta, nie weryfikuje informacji. Przez lata współpracowaliśmy, były rozmowy, były publikacje oparte na faktach. Teraz pojawiają się artykuły jednostronne, skupione wyłącznie na negatywach. To nie jest rzetelne dziennikarstwo, tylko budowanie emocji i – mam wrażenie – celowe nastawianie mieszkańców przeciwko mnie.
„Nagłówki mają wywołać strach”
Ma Pan na myśli konkretny artykuł?
– Oczywiście. Sam nagłówek „plaża czy bloki” jest przykładem. To działa na emocje – ludzie od razu myślą, że ktoś chce im coś zabrać. Tymczasem to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nawet zdjęcia publikowane przy takich materiałach nie pokazują realnego układu terenu – nie widać faktycznej plaży, tylko fragmenty mające wzmocnić przekaz.
„Bez zmian Zacisze po prostu zniknie”
Wróćmy do samej inwestycji. Czy rzeczywiście jej realizacja jest kluczowa dla przyszłości obiektu?
– Tak. Utrzymanie Zacisza w obecnej formie, szczególnie zimą, to ogromne koszty. W mieście tej wielkości to się po prostu nie bilansuje. Jeśli nie wprowadzimy zmian, Zacisze przestanie istnieć. I wtedy nie będzie żadnej dyskusji o funkcji tego miejsca – bo nic tam nie zostanie.
Nowa koncepcja: mieszkania i usługi
Jak ma wyglądać przyszłość tego terenu według Pana wizji?
– To ma być miejsce wielofunkcyjne: mieszkania – także na wynajem krótkoterminowy – oraz usługi w parterach. Mówimy o fizjoterapii, gastronomii, może żłobku czy przestrzeni rekreacyjnej. To rozwój, a nie likwidacja funkcji, które dziś tam istnieją.
„Mieszkańcy wiedzą, gdzie kupują”
Pojawiają się obawy, że mieszkańcy nowych lokali będą domagać się ograniczenia usług.
– To nie działa w ten sposób. Jeśli ktoś kupuje mieszkanie w budynku z usługami, wie, na co się decyduje. Nie można później oczekiwać, że wszystko zostanie wyciszone czy zamknięte. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu miejscach i nikt nie robi z tego problemu.
Dostęp do jeziora bez zmian
Czy inwestycja może ograniczyć dostęp do jeziora?
– Nie. Moja działka kończy się kilkadziesiąt metrów od jeziora. Tak jest teraz i tak zostanie. Hotel stoi tam od lat i nikomu nie przeszkadza w dostępie do wody. Nie mam możliwości ani zamiaru tego zmieniać.

„Więcej emocji niż faktów”
Jak ocenia Pan decyzję rady miejskiej o odrzuceniu projektu?
– Mam wrażenie, że było w tym więcej emocji niż konkretów. Radny Klaczyński sam podczas sesji przyznał, że nie zna szczegółów inwestycji, a mimo to głosował przeciw. To budzi pytania o rzetelność takiej decyzji. W mojej opinii pojawiają się tu również inne czynniki, które nie mają wiele wspólnego z samą inwestycją a są efektem rodzinnych powiązań z istniejącymi biznesami w pobliżu plaży.
„Niech mieszkańcy sprawdzą sami”
Co chciałby Pan przekazać mieszkańcom Złotowa?
– Żeby nie opierali się tylko na nagłówkach lokalnego … Wystarczy przyjść na Wioślarską i zobaczyć, jak to wygląda w rzeczywistości. Gdzie jest hotel, gdzie jest plaża, jakie są odległości. Wtedy łatwo zauważyć, że wiele z tych zarzutów po prostu się nie trzyma.
„To wygląda jak nagonka”
Na koniec rozmowy Arkadiusz Janczewski nie kryje rozgoryczenia.
– Od miesięcy widzę powtarzający się schemat – artykuły jednostronne, brak kontaktu ze mną, powielanie tych samych tez. Trudno to odbierać inaczej niż jako nagonkę. Nie wiem, z czego to wynika – czy z chęci wzbudzenia sensacji, czy z innych powodów – ale na pewno nie służy to rzetelnej debacie. Większa ilość mieszkań na wynajem i lokali, to wiadomo większa konkurencja dla pobliskich osiedli i usług , kto wie to wie, co jest na rzeczy…
Spór o Wioślarską wciąż trwa i zapewne jeszcze nieraz wróci na forum publiczne. Jedno jest pewne – oprócz argumentów dotyczących samej inwestycji coraz wyraźniej widać także konflikt wokół sposobu informowania o niej.
Przypominamy, że uwagi do wniosku właściciela Zacisza, można składać przez 21 dni od czasu publikacji ogłoszenia w Biuletynie Informacji Publicznej. Każdemu, komu zależy na przyszłości tego miejsca polecamy złożyć swoje uwagi.














Napisz komentarz
Komentarze