Sala sesyjna podczas obrad Rady Miejskiej w Złotowie powinna być miejscem rzeczowej rozmowy, wymiany argumentów i wspólnego działania na rzecz mieszkańców. Rolą radnych jest kontrolowanie działań władz gminy, zadawanie trudnych pytań i rozliczanie decyzji podejmowanych przez samorząd. Taka kontrola jest nie tylko potrzebna, ale wręcz konieczna — pod warunkiem, że opiera się na faktach, kulturze debaty i szacunku wobec osób wykonujących swoje obowiązki publiczne.
Coraz więcej mieszkańców zwraca jednak uwagę na sposób prowadzenia części sporów podczas sesji rady miejskiej. Szczególne emocje budzą wystąpienia radnego Krzysztofa Koronkiewicza, które — zdaniem wielu obserwatorów — coraz częściej przybierają formę personalnych ataków, zamiast merytorycznej dyskusji o problemach gminy.
Najczęstszym celem krytyki pozostaje obecna skarbniczka gminy. Podczas wczorajszej sesji doszło do kolejnego przytyku słownego skierowanego pod jej adresem. Atmosfera stała się na tyle napięta, że salę sesyjną opuściła dyrektorka Złotowskiego Domu Kultury oraz Miejskiej Biblioteki Publicznej a przewodniczący ogłosił 10 minut przerwy w obradach. Dla wielu uczestników było to wyraźnym sygnałem, że granice publicznej debaty zostały przekroczone. Nie ma zgody na sytuację, w której osoby pełniące funkcje publiczne stają się obiektem ciągłych personalnych ataków, a sesje samorządowe zamiast miejscem rozmowy zamieniają się w przestrzeń konfliktu i napięcia.
Wśród mieszkańców coraz częściej pojawiają się również pytania, czy intensywność działań wymierzonych w skarbniczkę nie pozostaje w związku z wcześniejszym odwołaniem poprzedniej osoby pełniącej tę funkcję. Takie opinie są obecne w lokalnej dyskusji i trudno przejść obok nich obojętnie.
Jednocześnie napięcia nie ograniczają się wyłącznie do jednej osoby. Krytyczne wypowiedzi obejmują także radną Ostatek czy też przewodniczącą Związku Gmin Krajny.
Coraz częściej zamiast rozmowy o inwestycjach, rozwoju gminy, edukacji czy codziennych potrzebach mieszkańców, przestrzeń publiczną wypełniają personalne konflikty, wzajemne oskarżenia i podważanie kompetencji.
Mieszkańcy oczekują jednak czegoś zupełnie innego — skuteczności, współpracy i odpowiedzialności. Samorząd nie powinien być areną politycznych przepychanek ani miejscem publicznego upokarzania kogokolwiek. Emocjonalne spory i eskalowanie konfliktów odciągają uwagę od spraw naprawdę ważnych: jakości usług publicznych, bezpieczeństwa, inwestycji i rozwoju lokalnej społeczności.

Nie oznacza to oczywiście, że krytyka jest czymś niewłaściwym. Wręcz przeciwnie — kontrola działań władz i wskazywanie błędów są fundamentem demokracji lokalnej. Jednak krytyka musi mieć cel: poprawę funkcjonowania instytucji i rozwiązywanie problemów, a nie budowanie atmosfery permanentnego konfliktu.
Słowa osób pełniących funkcje publiczne mają ogromne znaczenie. To one wyznaczają standard debaty i wpływają na atmosferę w całej wspólnocie samorządowej. Jeśli dominują emocje, personalne wycieczki i publiczne ataki, trudno mówić o budowaniu zaufania społecznego.
Dlatego dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest odpowiedzialność za słowo, wzajemny szacunek i powrót do merytorycznej rozmowy. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać debaty opartej na faktach i rozwiązaniach — i nie ma zgody na przekraczanie granic, które niszczą kulturę samorządowej dyskusji.

Napisz komentarz
Komentarze