Wtorek, 24.04.2018, imieniny: Bony, Horacji, Jerzego

Moim zdaniem…

Moim zdaniem…
Złotów Kościołem stoi.

Już widzę, a raczej słyszę te zapytania, komentarze i szepty: Milczyńska się nawróciła?, „Jak trwoga to do Boga…”, „Ta” już nawet w kościele musi się pokazać", etc. Mam to w nosie, by nie napisać tutaj bardziej dosadnie… Ale nie o tym mowa.

Strony biznes złotów
Strony biznes złotów
Strony biznes złotów

Złotów Kościołem stoi. Kilka lat temu przypadkiem spotkałam starego znajomego, który jest księdzem. Kiedyś łączyła nas wspólna pasja do teatru, graliśmy razem w Matysarku (pytanie – kto nie grał?!). Roman, bo tak ma na imię, poznał mnie i zatrzymał się na krótką rozmowę. Krótka rozmowa przedłużyła się. Byłam wtedy na bardzo dużym, chyba największym życiowym zakręcie: utyłam od leków, znerwicowana, w pośpiechu, bez pewności siebie i jakiejkolwiek wiary w ludzi. Widać to było chyba gołym okiem, bo ten Człowiek, z którym nie rozmawiałam od około… piętnastu lat, od razu to wyczuł i zobaczył.

Padło tradycyjne pytanie: co słychać? I tutaj łzy napłynęły mi do oczu, a oddech się przyspieszył. Widziałam już, że ma koloratkę, więc w sumie nie wiedziałam co powiedzieć, bo ksiądz w moim mniemaniu zasadniczo to ktoś… idealny. Nie miałam wówczas jednak siły udawać i odpowiedziałam, że przeżywam żałobę po strasznym rozwodzie, że mam malutkie dziecko, które muszę wychować sama, że córka strasznie ucierpiała przy rozstaniu z ojcem, że mam wizję samotności aż do śmierci, że… to, i że… tamto. Że wydaję fortunę na leki i lekarzy. Wszystko to na ulicy, wokół ruch, newralgiczny punkt miasta.

Ksiądz wówczas autentycznie się zatrzymał, nie tylko dosłownie, w tym sensie, że stanął w bezruchu, ale i głęboko spojrzał mi w oczy, zatrzymując się w ten sposób także duchowo. Powiedział jedno zdanie, które mam w głowie do dziś. Pobrzmiewa ciągle i bardzo często. – Najlepszy psycholog jest tam na Górze – mówił wskazując palcem do góry, na niebo. Ręce mi wtedy zadrżały, bo mówił to jak można się domyślać święcie ;-) o tym przekonany. Wtedy nic sobie z tych słów nie zrobiłam. Nie miałam czasu na kościół, choć modliłam się praktycznie bardzo często w domu.

Jakiś czas później trafiłam jednak do kościoła. Tak, trafiłam – bo wypierałam z siebie myśl, że można Tam iść świadomie i z chęcią. Był to kościół w Złotowie, na tzw. Rocha. Całą mszę płakałam bo… Ksiądz Proboszcz tak pięknie i życiowo mówił o… szukaniu większego sensu w naszym codziennym życiu. Nic nie narzucał, niczego nie podpowiadał, nikogo nie oceniał. A kiedy w pierwszej ławce zobaczyłam człowieka w moim wieku, który stracił wszystko dobro, które miał wcześniej, stracił przez wódkę, a który autentycznie się modlił ze swoją nową narzeczoną, obiecałam sobie, że za jakiś czas pójdę tam ponownie.

Pojawiłam się w następną sobotę, czy niedzielę, nie pamiętam dokładnie. Potem pojawiałam się w kościołach w różnych miejscach Polski, w których akurat byłam: Kobylnica, Słupsk, Ustronie, Warszawa, Elbląg, Piła, Górzna, Sławno… Wszędzie tam było o wiele mniej osób niż w naszym kościele w Złotowie, a do komunii podczas mszy przystępowało… zaledwie kilkoro ludzi. U nas są to tłumy, osoby liczone w dziesiątkach. Jest to budujące. Żenujące natomiast było to, gdy podczas pogrzebu, czy ślubu w rodzinie do komunii przystępowała dosłownie garstka osób, do policzenia na palcach jednej ręki…

Co się z nami stało? Wstydzimy się czy naprawdę mamy to w … ? Dlaczego? Nie nawołuję w tym miejscu do nawracania się, do przystępowania do komunii, do stania w kościele w pierwszym rzędzie, czy też bycia tam na kolanach. Chcę tylko powiedzieć, że każdy może Tam znaleźć coś dla siebie, jeśli nie wierzy to może chociażby spędzi ten czas z rodziną, bez komórki, może porozmawia sam ze sobą jeśli nie z Bogiem... Zachęcam. To też ładuje baterie. Jak dobre szkolenie, żeby pozostać w mojej branży ;-)

PS. Roman – dziękuję!

Julita Milczyńska

Janusz Justyna
Podziel się:
 

Pozostałe