Wtorek, 12.12.2017, imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary

Chór im. św. Cecylii...

Chór im. św. Cecylii...
Zanim ciekawość przeważyła lęk i odważyłam się na zapisanie do chóru, kilka miesięcy wcześniej wydarzyło się coś znaczącego.

2015 rok. Dowiaduję się, że w szpitalu paliatywnym w mojej miejscowości przebywa przez najbliższy tydzień moja przyszywana ciocia. Poszłam szybko z odwiedzinami. Ciocię, której nie widziałam chyba ponad ćwierć wieku, pamiętałam z przyśpiewek, które często śpiewała, a ponieważ w tym się nie zmieniła, więc czas upływał nam wesoło. Niestety, miesiąc później wieloletnie choroby przeniosły ją już na inny świat.

Strony biznes złotów
Strony biznes złotów
Strony biznes złotów

Mam cały czas w sercu te nasze spotkania, gdy przyłączały się do nas jeszcze dwie panie, i miałyśmy we czwórkę iskierki radości w oczach od wspólnego porozumienia i uczestnictwa w zabawie. Byłyśmy połączone tajemnicą śpiewania, byłyśmy bez wieku, bez chorób, bez niechcianych myśli... Wspaniałe chwile zapomnienia o jakichkolwiek problemach.

W tych chwilach byłyśmy po prostu doskonałe! To doświadczenie przyczyniło się później także do mojej chęci spróbowania pójścia na choć kilka prób chóru, chociaż miałam straszną nieśmiałość z jakimkolwiek publicznym wystąpieniem. Poza tym, ja myślałam, że towarzystwo chóralne jest stetryczałe i że są to fanatycy religijni, czy coś w tym rodzaju. Po rocznym przebywaniu mogę tylko jedno powiedzieć: jak tak wyglądają te dziwactwa, to ja też chcę być taką stetryczałą dewotką! Nasze próby nie są spokojne, zawsze mamy coś do powiedzenia.

Jak to słyszałam od koleżanek nauczycielek, w szkole jest ciszej niż jak my czasem mamy swoje spotkania. Ale jedno słowo Pani Dyrygent (no, czasem dwa), i harmider naszych rozmów znika i już razem śpiewamy. Oczywiście, czasem ktoś z nas ma humorki, jest jakaś niejasność sytuacji, kogoś napadnie zrzędzenie; samo życie. Ale to tylko upiększa nasze wspólne spotkania.

Jesteśmy po prostu sobą!

Byłam pewna kiedyś, że artyści żyją tylko dla spotkań z publicznością. Teraz wiem, jak zwykła próba jest ważna i wspaniała. Ale występy są dla mnie cały czas wyzwaniem. Przed pierwszym z nich tak się bałam, że kilkadziesiąt razy otwierałam i zamykałam torebkę, a wstając z ławki niefortunnie nadepnęłam i rozerwałam sobie spódnicę. Potem też ciekawie bywało, ale to może być temat na osobny artykuł. Ale jednego jestem pewna, praktyka z tremą sprawdza cały czas świeżość moich uczuć i wzmacnia rozumienie i wiarę w siebie!

O tajemniczym znaczeniu śpiewu czytałam około dziesięciu lat temu w książce o Świętej Hildegardzie z Bingen. Słowa o muzyce mnie zainspirowały i zaczęłam sobie w domu śpiewać ,,Non, je ne regrette rien” Edith Piaf. Choć to trwało krótko, jednak dało mi ujście moim ówczesnym stresom. Później poznałam różne inne sposoby odstresowania, ale doświadczenia z ostatniego roku z uczestnictwa w próbach chóru zaskoczyły mnie swoim wpływem na moje życie. Bez śpiewu nie osiągnęłabym tak wiele w tak krótkim czasie, i z taką lekkością!

Śpiew daje nieocenione możliwości pozbywania się niechcianych emocji. Wibracje pięknych pieśni wznoszą wibrację zdrowia. Łatwo i za darmo; kto nie lubi takich sposobów?

I chociaż nie doznałam jeszcze wyleczenia z moich chorób, to brak pogorszenia jest też świetnym wynikiem, a nadmienię, że miałam dodatkowo bardzo(!) trudny rok. Śpiew pozwalał mi w huraganie hałasów emocjonalnych znajdować spokój i ułatwiał podejmowanie codziennych decyzji, co pozwoliło na rozwijanie moich zdolności. Stworzyłam nawet lekki wiersz Odę do buraka”, za który otrzymałam wiele rozbawionych głosów pochwał. Ja wolę moją, że tak powiem poważniejszą filozofię, ale miło było być obdarowaną tyloma głaskami.

Mówi się, że w zdrowym ciele zdrowy duch, ale czyż często nie jest odwrotnie? Żadne ciało nie będzie zdrowe i piękne, gdy dusza zgorzkniała i pełna kompleksów. Przecież wszyscy wiemy, jak stres potrafi nas rozłożyć na łopatki, popchnąć do szkodzących dla nas decyzji, wciągać w uzależnienia i działać na nas destrukcyjnie. O sile jego niszczącego działania strasznie też obrazuje hasło kręgarzy: „kręgosłup jest zżerany przez stres!”. Dzieci malutkie uczymy przez zabawę i pilnujemy ich odpoczynku, ale o sobie często zapominamy, bo trzeba zrobić to, bo trzeba tamto, bo coś musimy, a coś nie wypada...! Śpiew pomaga także w oczyszczaniu czakry gardła. Często nie umiemy lub nie możemy mówić o naszych problemach, stres dosłownie nas ściska za gardło i powoduje wszelakie niedyspozycje tej okolicy, także tarczycy.

Śpiew pozwala na uwolnienie tych tłumionych emocji! Krew mi się też wzmocniła radością śpiewu; jej wyniki trzy miesiące temu miałam najlepsze w moim w życiu, i to bez żadnych lekarstw i suplementów! Dodatkową dla mnie atrakcją i skutkiem ubocznym uczestniczenia w chórze było wzmocnienie mięśni brzucha. Brzuch mój wielkością pozostał ten sam, ale jakość o wiele się zmieniła. Przez pracę przepony zostały wzmocnione mięśnie wokół, a przy okazji w naturalny sposób masowane były narządy wewnętrzne: wątroby, trzustki, jelit... Jak to lekarze mówią, ruch jest najlepszym lekarstwem na wzmacnianie zdrowia. No i proszę, przez chodzenie na próby możemy i bawić się i wykonywać polecenia lekarskie!! Takie są proste sposoby wspomagania zdrowia i leczenia, o którym i święci, i naukowcy mówili, a my gdzieś te wiadomości ukrywamy!? Po co się tak męczymy?!

Śpiewanie jest magiczne! Śpiewając można dostać ekstazy, euforii, bo wznoszą się endorfinki i wyzwala się nasza ludzka energia. Naturalny efekt przy odpowiednim śpiewaniu. Przydaliby się dzisiejsi Kurek i Kamiński, aby zrozumieć i świadomie korzystać z wiedzy o działaniu dźwięków na nasze ciała, aby poznać ogromne możliwości różnych terapii naszym głosem czy też na przykład misami tybetańskimi czy kamertonem. Cieszę się, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, jak śpiewanie i dźwięk uzdrawia, raduje, wspomaga, wzmacnia zdrowie... Tyle możliwości!

 

W ostatnim roku doświadczyłam, jak bezcenne są takie ludzkie spotkania, gdzie każdy chce spotykać się z innymi ludźmi z własnej woli, gdzie łączy ciekawość do danych zajęć, rozwijanie pasji, hobby, zainteresowania, gdzie łączy wspólna rozmowa i każdego głos jest ważny.

Po prostu przyjemnie jest razem spędzać czas. Takie spotkania istnieją tylko dzięki takim wśród nas, którzy mają zdolność nas do jednoczenia. Gdy ich nie mamy, to jedno jest pewne: możemy mieć najlepsze ośrodki sportowe, najpiękniejsze domy kultury, ale wszelkie dobra nie będą zbytnio wykorzystane w zakresie swoich możliwości. Praca społeczników, naszych Emisariuszy Pokoju nie ma widocznych korzyści materialnych dla tych, którzy mają zwyczaj kierować się znajomościami i dbałością tylko o swoją partię, władzę, zemstę i własny interes, zapominając, że wszyscy należymy do jednej partii, do Ludzkości.

Do Złotowa z całego świata przez wieki przybywały rodziny różnych wyznań, poglądów, wykształcenia... Świecki chór „Cecylia” potrafił jednoczyć ludzi różnego pochodzenia, co było bardzo niewygodne dla władz chcących przejąć majątki lokalnych ludzi, bo skłóconymi obywatelami szybko się manipuluje. Dlatego próbowano go zniszczyć zarówno jak i przed wojną, tak i wiele lat po wojnie. Chór jednak przetrwał już ponad 135 lat różne skrajnie politycznie ugrupowania! Obecnie „Cecylia” jest bezdomna, nie ma miejsca stałego śpiewu,

nie ma miejsca, gdzie mogłaby pokazać swoje skarby przeszłości, nagrody i historię życia; ale nadal istnieje dzięki darowiznom i wsparciu zarówno obecnych władz, jak i indywidualnych ludzi, no i oczywiście osobistym udziałem nas, chórzystów.

 

Alty, basy, soprany i tenory nie kłócą się, które są lepsze, a które gorsze, bo wiedzą dobrze, że ich tylko wspólne działanie daje cudowne efekty i podkreślenie wspaniałości każdego z nich. Osobno są smutne, nijakie i ubogie. Razem widać jak każdy głos jest ważny, jak każdy głos się liczy, jak ważna jest wspólnie wykonywana praca. Chór pozwala mi na wzmacnianie mojej indywidualności i uczy współpracy w grupie. Poznawać swoją indywidualność i równocześnie Jedność z innymi ludźmi to coś pięknego; jest mi o wiele łatwiej żyć w każdym dniu!

Dyrygenci nie skupiają się na karaniu i szukaniu winnych. Dyrygenci, tak, jak mogą, po prostu kreują wspólną pieśń. I tak jak dyrygenci umieją połączyć nasze różne głosy w jeden, i tak jak społecznicy potrafią wokół siebie zjednoczyć ludzi, tak wypatruję też polityków, którzy umieją nas jednoczyć i w każdym z nas widzą człowieka, bo to jedyna droga do naszego Pokoju!

Dźwięk ma swoją prawdę. Dźwięk nienawiści do kogokolwiek ściągnie na nas nienawiść. Dźwięk Pokoju i Miłości będzie szanował każdego z nas życie. Dźwięk jest jednością i wolnością, i tego nam, Ludzkości życzę: śpiewu w tonacji Jedności i Pokoju na świecie, dla nas wszystkich i dla naszych wszystkich dzieci.

Małgorzata Blachowska

Janusz Justyna
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

celkar
celkar 23.03.2017, 17:42
no i trzeba chcieć chodzić na próby ,oprócz tego ,że ma się słuch .to razem nazywa sie pasja .Robić to co kochamy.
Dobre ale niszowe.
Dobre ale niszowe. 5.04.2017, 16:23
Brawo wszystkie cechy materializmu legły w gruzach. To prawie jak w minionym ale realnym socjaliźmie, gdzie oprócz obowiązków zawodowych, praca społeczna i śpiew stanowiły podstawę zdrowego życia społecznego.

Pozostałe